Łyżka dziegciu

Wpis

niedziela, 15 listopada 2015

O samodzielnym myśleniu

Stało się. Moja wewnętrzna przestrzeń dojrzała do tego, żeby zawalczyć o tlen. Po wielu latach wznawiam mój pierwszy/drugi blog. Polityczno – społeczny. Nie zamierzam nikogo obrażać ani oceniać, choć zapewne znajdzie się niejeden, kto poczuje się obrażony lub oceniany. Nie to jest moją intencją. Natomiast gryzę się w klawiaturę i myszkę zbyt długo na fejsie, gdyż skrótowa forma wypowiedzi może powodować wiele niedomówień. Nie piszę też nic na moim aktualnym blogu, bo ma inny profil – wbrew pozorom dużo bardziej optymistyczny.

Tyle tytułem wstępu. Nie mylić z tłumaczeniem się. Dziś wielki, chaotyczny wstęp, który stopniowo będę rozbierać na czynniki pierwsze.

Aldous Huxley, Gustav Le Bon, George Orwell, Robert Cialdini, Philip Dick... mogłabym wymieniać do rana, tu są tylko ci, którzy jako pierwsi przyszli mi do głowy, gdy mówimy o psychologii tłumu, o mechanizmach manipulowania ludźmi i jak łatwe to jest dla kogoś, kto ma jasno określony cel i nie liczy się z ofiarami. Celowo pokazuję, jak dawno przed naszym urodzeniem pewne zjawiska zostały zbadane, opisane, wnioski wyciągnięte. Niestety, pamięć ludzka jest krótka. Tutaj oczywiście są pewne różnice. Pamięć jednych sięga ostatniej podwyżki, innych – ostatnich wyborów (przeważnie oni w następnych głosują odwrotnie). Są też i tacy, którzy posiadają pewną wiedzę polityczną czy historyczną i wykorzystują ją lub siedzą w loży szyderców. O moralności kiedy indziej. Ci, którzy wiedzą nieco więcej, mają wybór: Się prostytuować lub się frustrować. Mogą się jeszcze wyłączyć ryzykując, że ktoś zadecyduje za nich. O rozczarowaniu historią – kiedy indziej.

Dwa wydarzenia, a raczej ich reminescencje, które sprowokowały mnie do podjęcia pseudopisarskiego wyzwania, to wybory tu i atak terrorystyczny tam. Paradoksalnie oba mają ze społecznego punktu widzenia wiele wspólnego. Z jakiejkolwiek strony by nie patrzeć, widać ten sam mechanizm: poświęcenie indywidualnego toku myślenia na rzecz a) mocnego lidera lub b) oddolnego pędu, który porywa. Nie miejsce tu, żeby brylować porównaniami z różnych epok tudzież stref geopolitycznych. Kto wie, to wie, kto chce, to doczyta.

Biorąc pod uwagę, że być może grupa moich Znajomych na fejsie jest specyficzna (o kampaniach na rzecz zwierzątek – kiedy indziej), ja tu nie będę nikomu nic narzucać ani udowadniać. Poniżej tylko albo aż lista pytań, nad którymi mam nadzieję choć jedna osoba zechce się pochylić. Do dyskusji w komentarzach oczywiście zapraszam.

  • (tu nie będę odkrywcza) biorąc pod uwagę frekwencję, świadomość tego, czyj elektorat był zwarty, a czyj rozwarty, czyt. rozproszony, czyj pogubiony plus ilość tych z grupy pierwszej, przypominam: od podwyżki do podwyżki, skąd nagle ta zbiorowa żałoba? I na jaki temat? Osiem lat to całkiem sporo, żeby zmontować sensowną przeciwwagę dla wiadomokogo. Najwyraźniej się nie dało.

  • Kontynuując: przy obecnym wyniku zbiorowa histeria może spowodować co najwyżej bankructwo NFZ z powodu zwiększonej ilości zawałów i zapaści. W sumie dobrze, że obciąża to również odpowiedniki tegoż w co najmniej kilku krajach Europy Zachodniej. Policzyć do dziesięciu i konstruktywne myślenie? Albo yoga. Pytanie: gdzie byliśmy, gdy było być?

  • Najgorsze posunięcie Polaków, oood zawsze – to wyżalanie się, odkrywanie kart na zewnątrz. Świetnie, nie ma to jak pokazywać wewnętrzne rozdarcie komukolwiek. Na pewno z sercem na dłoni rzucą się z pomocą. Dlaczego ufamy innym bardziej niż sobie nawzajem? Opcja dla drużyny wiadomokogo: dlaczego wiara tylko w swoją moc od razu oznacza odcięcie się od reszty świata?

    Przechodzimy do ostatnich wydarzeń... Nie będę udawać, że wiem, co o tym myślę (o political correctness – kiedy indziej). Kilka pytań jednak znajdę.

  • Jak to się stało, że nikt nie przewidział problemów idąc na spontan w akcji imigracyjnej? Ja nic nie sugeruję ani na tak, ani na nie jakiejkolwiek teorii. Natomiast to brak jasnych rozwiązań i zasad doprowadził do tego, że teraz każda strona może bez problemu udowadniać swoje racje, a ta druga, na równie niestabilnej podstawie, może je podważać.

  • Zalały mnie flagi francuskie – pominę pytania o brak malezyjskich czy wielu innych w ostatnich miesiącach/latach, bo to pytanie nazbyt oczywiste. Natomiast nie podaruję sobie refleksji na temat genezy i celowości takich działań. To pierwsze jest dość jasne: ktoś zaczął, inni podchwycili, kto wie, może nawet nie wypada się nie przyłączyć... Cóż, mnie mój profilowy kolega piżmowiec uratował, gdyż raczej byłoby nie na miejscu plasować go na trzykolorowej. Aczkolwiek ciasteczka czy tam pączki widziałam. Co do celowości... I tu moje pytanie. Solidarność to dość szerokie pojęcie. A tak bardziej pragmatycznie? Nadzieja, że czego rządy światowych potęg nie ogarniają, załatwi oddolna akcja na fejsie? Moc sprawcza czy wyraz bezsilności? A może konfrontacja humanistycznych ideałów podsianych hipokryzją z bardzo szczerym fundamentalizmem?

  • Ostatnie – do obu wątków – co dalej?

    Krótka konstatacja na koniec. Niezależnie od kontekstu każda jednostka ma wybór: iść z tłumem lub wbrew tłumowi. Jakąkolwiek grupę pojęcie tłumu nie oznacza. I niezależnie od wyboru ważne jest jedno: nie zapomnieć o samodzielnym myśleniu.

    A ten blog to chyba bardziej kij w mrowisko niż łyżka dziegciu.

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
kkk8884
Czas publikacji:
niedziela, 15 listopada 2015 20:00

Polecane wpisy